5 rzeczy, za które kocham… / 1

5 rzeczy, za które kocham… / 1

Często powtarzam tutaj, że dla mnie powroty do niektórych miast są czymś naturalnym. Tak jest m.in. z Berlinem czy Londynem, ale najbardziej na świecie z moją ukochaną Portugalią. Do tego stopnia, że przestałem liczyć ile razy już tam wróciłem. Przy okazji niedawnej premiery książki Weroniki Wawrzkowicz-Nasternak i Marty Stacewicz-Paixao (strasznie dużo, strasznie trudnych nazwisk 😉 ) – LIZBONA. MIASTO, KTÓRE PRZYTULA – zacząłem znów wspominać wyprawy do Portugalii, i powody dla których tam wracam tak często.

Tym samym otwieram nowy cykl wpisów: 5 RZECZY, ZA KTÓRE KOCHAM…, a na pierwszy ogień idzie oczywiście Porto.

5 rzeczy, za które kocham Porto:

  1. JEDZENIE

Coraz częściej dzieje się tak, że nie podróżuję dla widoków czy bardzo relaksującego wypoczynku, a dla… jedzenia. I jeśli chodzi o jedzenie, Porto jest jednym z tych miejsc, które ma do zaoferowania naprawdę sporo. A jeśli muszę, i chcę wybrać to, co smakuje mi w Porto najbardziej, to zawsze stawiam na wycieczkę do portu. Przez cały dzień warto wybrać się w tę okolicę ze względu na rozlokowane przy R. Herois de Franca restauracyjki. To właśnie tam znajdziecie najlepszą rybę. Jeśli zdecydujecie się usiąść na zewnątrz będziecie mieli okazję zobaczyć cały proces oprawiania ryby i pieczenie jej na ruszcie, jedynie z odrobiną soli. Fantastycznym widokiem są też mewy, które skradają się po dachach, a gdy kucharz choć na chwilę odwróci się od rusztu, atakują i porywają przygotowywaną potrawę. A najciekawsze w tym wszystkim jest to, że ceny nie są zastraszająco wysokie, i za obiad z ryb i butelkę wina dla dwóch osób, zapłacicie około 30 Euro.

  1. SZTUKA

Jak wszyscy wiedzą, najbardziej kocham sztukę uliczną. I w Porto znaleźć można wiele ciekawych grafik, murali czy wlepek. Ale trafić można też do wyjątkowo urokliwego Muzeum Sztuki Współczesnej – Porto Serralves. Muzeum w tym roku obchodziło dwudziestolecie swojego istnienia. Do muzeum przylega ogromny park z fontannami, zacienionymi ścieżkami i Willą Serralves, którą często znaleźć można na widokówkach z Porto. Bilet wstępu do obiektu, w zależności od wystawy i czasu, kosztuje od 15-25 Euro za osobę.

  1. ARCHITEKTURA

Porto to nie tylko stare, rozpadające się kamieniczki. Kiedy pierwszy raz trafiłem do tego miasta, ponad sześć lat temu, zwróciłem uwagę tylko na nie, zupełnie nie zwracając uwagi na doskonale zachowaną architekturę z innych epok. Porto jest jednym z tych niewielu miast na świecie, gdzie architektoniczna mozaika układa się w jedną, spójną całość. Ciekawe, nowe obiekty wkomponowują się w klimat miasta. Jeśli wybierzecie się do Porto, miejcie oczy szeroko otwarte, bo trafić można na naprawdę piękne budynki, na które w pierwszej chwili nie zwróciłoby się uwagi. Długie spacery po tym magicznym mieście nauczyły mnie, że nic tutaj nie jest oczywiste, a za każdym narożnikiem może chować się architektoniczna perełka.

  1. BARY

Chociaż równie dobrze mogłem tę część umieścić w punkcie pierwszym, zdecydowałem jednak, że tego nie zrobię. Późnym popołudniem, gdy słońce ostatnimi promieniami ogrzewa wąskie uliczki Porto, wybierzcie się na niespieszną przechadzkę od baru do baru. Dla mnie absolutnie kultowymi miejscami są: znana mi od lat Bar-Taberna Aduela, oraz odkryte w tym roku Cafe Candelabro. Te dwa miejsca są od siebie zupełnie inne.

Aduela to miejsce bardziej na wieczorne spotkanie się z przyjaciółmi na wino i doskonałe kanapki. To tu w najmniej oczekiwanym momencie możecie usłyszeć dawno niesłyszaną piosenkę, którą absolutnie kochaliście, ale porozmawiać z kimś zupełnie obcym o tym, dlaczego przyjechał do Porto. Kolejne kieliszki wina wprawią Was w doskonały nastrój i uwierzcie mi, najlepiej bawić się stojąc, a nie siedząc przy jednym ze stolików.

Cafe Candelabro jest bardziej miejscem na późne popołudnie. Możecie tu zamówić kieliszek doskonałego wina, pyszną i aromatyczną kawę, czy lekkie przekąski. Tu możecie usiąść z książką i posłuchać sączącego się z głośników jazzu i fado. A dla wszystkich freaków książkowych dodam tylko, że zanim powstał w tym miejscu bar, mieściła się w tym budynku księgarnia, a właściciele tak do końca nie odcięli się od historii tego miejsca.

  1. SAO JOAO

Sao Joao (Święto Św. Jana) to jedno z najważniejszych świąt w Portugalii, obchodzone 23 czerwca. Najhuczniej właśnie w Porto, którego patronem jest Św. Jan. Czego możecie się spodziewać? Absolutnie wszystkiego! Pieczonych na ulicy prosiaków, morza alkoholu płynącego ulicami, tańców do białego rana (dosłownie wszędzie: w parkach, na ulicach, na mostach). Dodatkowym smaczkiem jest rytuał bicia się po głowach plastikowymi młotkami, które tego dnia można kupić. Uderzenie młotkiem, a także oberwanie, ma przynosić szczęście. Młotki te wydają z siebie również charakterystyczny dźwięk, przez co tego jednego wieczora i jednej nocy całe Porto rozbrzmiewa dzikim świstem. O północy, przy moście Ponte Luis I, odbywa się piętnastominutowy pokaz fajerwerków, który rozświetla całe miasto. W tym roku, podczas mojej trzeciej celebracji tego święta, dodatkowym elementem zabawy stały się papierowe lampiony puszczane w niebo, które skutecznie uziemiły wszystkie loty nad Porto. Jeśli zatem lubicie sylwestrową zabawę, to Sao Joao jest odpowiednikiem Sylwestra. Tylko lepiej, bo latem! Można również: przewrócić się w dzikim tańcu przed radiowozem, spaść ze schodów czy… wysikać sie komuś na grilla… ale to już prywatna opowieść…

Koniec tego tekstu przyszedł nieuchronnie, ale ja już wiem, że do Porto z cyklem 5 RZECZY wrócimy na pewno. Bo przecież jeszcze Wam nie opowiedziałem o… ale o tym kiedy indziej. Dare to dream!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *